
2009-07-23 15:17:40 Napisał: DaVe
Ok 0:00 wyladowalismy w szanghaju. Ta czesc naszej podrozy odbieram juz jako odcinanie kuponow . jemy w mcdonaldzie , pizza hut itd. Zwiedzamy to co jest do zobaczenia ale to juz zupelnie nie to.
Perla Orientu bardzo fajna. zwlaszcza jak na 350m zaczyna cieknac z sufitu bo na zew pada ;)
Duze wrazenie robi chodzenie po podlodze ze szkla. Ja osobiscie bylem caly ........
I tak nam mijaja tutaj dni. coraz wiecej spimy . naprawde ledwo daje rade sie oderwac z lozka po 10 h snu.
Samopoczucie psychiczne coraz gorsze ( choc to tez moze byc wina zacmienia ).Dwa i pol roku przygotowan. taka ilosc kasy. a na koniec. dzeszcz..... jedyne co zaobserwowalismy to 5 minutowa noc w ciagu dnia. bardzo deszczowego dnia.mam nadzieje ze sa jakies ekipy ktore przywioza foty z zaciemia. chociaz to sobie zobaczymy.
Dzisiejszy dzien spedzilismy glownie w muzeum nauki i techniki. Bardzo fajne multimedialne i interaktywne. duzo zabawy.
W drodze powrotnej odwiedzilismy ulice ktora jest znana z gigantycznej ilosci sklepow. w sumie na 10km mozna tego troche upchnac.
Niestety wszystko to chinszczyzna. osobiscie nie mam zielonego pojecia jakie przywiezc pamiatki do domu. to wszystko juz tam tak naprawde jest.Jak na zlosc To co dla mnie istotne prawdopodobnie na zawsze zostanie tutaj...
Pozdrawiam
2009-07-23 15:12:15 Napisał: DaVe
....dogonilismy podobnie zagubiona rodizne. Jakos krazylismy wspolnie pewien czas gdy nagle z za zakretu wyszedl nasz przewodnik z tymi ktorym sie udalo nie zgubic ;) Z jego miny wyczytalem ze tez sie zgubil ;)
finalnie jednak przed wieczorme udalo nam sie dotrzec bezpiecznie do hotelu. Ashley miala dla nas niespodzianke. zalatwila nam pokoje z komputerami i netem :)
Byla paietna kolacja ale jest z tego filmik ktory w idealny sposob podsumowuje ten temat i myse ze nie ma co sie rozpisywac. generalnie kurzych lbow jesc nie chcielismy. zielsko bylo takie sobie , a "pomidorowka" miala smak nie do zaakceptowania. byl jeszcze ryz pieczony w bambusie ale... to juz filmik.
Dnia nastepnego znow powierzylismy dzielnym staruszka nasze plecaki i ruszylismy w droge powrotna . niestety zaspalismy jakies pol godizny wiec zgubilismy sie przewodnikowi jeszcze przed wyjsciem ze schroniska.
jakims cudem udalo nam sie przemierzyc ta trase i dotrzec na miejsce zbiorki. co ciekawe na miejscu zbiorki nie bylo nikogo , tym bardziej naszych plecakow. Choc walizka Ashley byla ;) hmm
W drodze powrotnej kilka....set razy kierowca wykonal manewr wyprzedzania z modlitwa na ustach.i wysadzil nas w "poblizu" lotniska.
Generlanie nastepne chwile to juz tylko pozagnanie i nie bede sie tutaj specjalnie rozwodzil gdyz nie sa to dla mnie najprzyjemniejsze wspomnienia.
0 komentarzy | Skomentuj
2009-07-23 14:53:29 Napisał: DaVe
tym razem relacja z najostrzejszej kafejki jaka mielismy okazje odwiedzic.
w szanghaju zupelnie nikt nie chce z nami rozmawiac , w koncu znalezlismy jakieogs chlopaka ktory nas przycholowal do kafejki. to ze musielismy wieczorowa pora wejsc w naprawde biedna dzielnice to nic.
kafejka 3 poziomowa. to jakies mieszkanie czesciowo zamienione na jaskinie internetu ;) choc jacys ludzie tu dalej mieszkaja. troche sie balem rozgladac po wszystkich zakamarkach ale kompy stoja wszedzie a kazdy inny , hardware z kazdej mozliwej fabryki kazdego mozliwego okresu. muzeum ;)
Pozatym oc chwile z za roznych kotarek wychodza jakies panie w koszulach nocnych z malymi dziecmi na rekach i krzycza przerazliwie na "szefa" co chwile jakas awantura . pozatym siedzimy na pietrze ktore ma ok 160cm wysokosci ;)
wracajac do ostatniego mojego wpisu. pisalem sobie w najlepsze z holu hotelowego gdy nagle cos sie nie spodobalo panu z ochrony i zabral mi krzeslo ;) i cos tam maudzil dalej. wiec sobie po prostu poszedlem.
wracajac do relacji
2009-07-22 05:40:49 Napisał: DaVe
Ostatnio sie odrobine zaniedbalem z pisaniem ale sklada sie na to wiele czynnikow. min.
Coraz bardziej jestesmy zmeczeni i po prostu na wiele rzeczy nie ma juz sily. Spac sie chce coraz wiecej. Nie wiem czy to kwestia jedzenia czy tez ogolnego nadmiaru wrazen.
Byly to tez prawdopodonie ostatnie dni w towarzystwie Ashley wiec robilem wszystko zeby maksymalnie wycisnac ten czas. na net juz po prostu nie zostawalo ani chwili.
Dodatkowo z pewnych powodow moje psychiczne samopoczucie jest coraz slabsze i nie mam motywacji ani weny do pisania.Zdania ukladaja sie w ciezkie i bezsensowne konstrukcje.
Wracajac do chronologii wydarzen :
Po ostatnim wpisie poszlismy odebrac nasze rzeczy z pralni ( mozna uznac ze byly nieco odswiezone ).szybkie przepakowanie calej kupy gaci , skarpetek i innych rzeczy do plecaka i wypad do Guilin. Tam starczylo nam sil na krotki spacer wieczorowa pora i jakis posilek. Juz nawet nie wspomne co to bylo. chyba jakis gorzki melon z wolowina i inne cuda. ale to bylo wieki temu i nie jestem w stanie sobie przypomniec.
Dnia nastepnego ok 8:30 z dworca autobusowego wyruszylismy w kierunku wioski ktorej nazwy nie jestem w stanie sobie prozypomniec. bede musial poszukac biletu wstepu. Droga byla bardzo meczaca. od polowy same gorskie serpentyny , wyprzedzanie w slepych zakretach ( kierowca tylko ostrzegawczo wciska klakson i zupelnie nie przejmuje sie tym co z zakretu moze sie pojawic).
Na miejscu pogoda niestety nie nalezala do najlepszych. dodatkowo okazalo sie ze droga do hotelu zajmuje minimum godizne po samych gorach.Ale oczywiscie mile staruszki z koszykami na plecach z checia za 25y zaniosa to na gore. OK !!
niech niosa. wybralismy sobie najsilniejsze staruszki. Jakie bylo nasze zdziwienie gdy jedna z nich przekazala plecak do wniesienia swojej matce...
W kazdym razie lekki i raznym krokiem ( przez nastepne 15 min) ruszylismy waziutkimi siezkami w pola ryzowe. Widoki naprawde moga byc genialne jesli tylko trafi sie na dobra pogode.
W trakcie wedrowki na szczyt nagle okazalo sie ze w poblizu nie ma ani przewodnika , ani nikogo z naszej grupy , a my nie mamy zielonego pojecia dokad isc. Jedyna dostepna mapa bylo pare kresek na odwrocie biletu wielkosci wizytowki.Tak sobie bladac dogonilismy podobnie zagubiona rodzine. cdn bo tu jakis mily pan mnie wygania z kompa
2009-07-19 12:23:19 Napisał: howx
Dotarlismy do niezlego odludzia, 0 angielskiego. Drewniany hotel, albo lepiej nazwac to noclegownia. Pokoj: 90Y. Ale jest komputer z netem i lazienka - jest ok. Kompa odpalam ale popsuty... ide popertraktowac o naprawe pc. Tlumacze... uzywam dwoch slow: computer, pc. Nie rozumie... pokazuje klikanie na klawiaturze... w oczach Chinczyka objawia sie wyrazne objawienie, zrozumial. Pokazuje rekami czy chodzi mi o reczniki. Hmmm. Uzywam kalkulatora jako przedmiotu pomocniczego w tych kalamburach. Zrozumial. 10 min pozniej mam dobry komputer i... reczniki ;). To mysle, ze mozna podpiac do wskazowki "komunikacja".
2009-07-18 09:07:56 Napisał: howx
Zwiedzanie: Jesli ktos preferuje jezdzenie po atrakcjach to musili liczyc sie ze spora dodatkowa suma. Sa oczywiscie miejsca, ktore ciezko pominac bedac tutaj. Np. Zakazane Miasto w Pekinie czy Armia Terakotowa w Xi'an. Jak dobrze pamietam to odpowiednio 60Y i 90Y. W przypadku Armii, moim zdaniem zupelnie nie warto. Tlum ludzi, wielkie hale z barierkami oddalonymi o 10 metrow od tego po co sie tam przyszlo. Ale zaliczyc trzeba i tyle. Osobiscie preferuje ogladanie prawdziwego zycia Chinczykow i zapierajace dech w piersiach widoki, szczegolnie na poludniu Chin w okolicach Guilin gdzie obecnie przebywamy. Rzeczy typu motylarnia za 45Y gdzie widzielismy okolo 3 niewielkich motyli... nie warto ogladac za takie pieniadze. Jesli chodzi o atrakcje turystyczne wszystko jest przygotowane i nie ma w tym wiele naturalnego obrotu. 3 slowa o historii (o ile jest guider) i leci sie dalej. Dlatego lepiej robic to samemu bo szkoda czasu... a i wolnosc ograniczona.
Pogoda: wykresow rocznych nie zrobimy ale mozemy cos powiedziec o lipcu :). Pekin, Datong, Xi'an... tona w jakims dziwnym smogu. Moze tak trafilismy ale bylo to wszechobecne. Na poludniu niebo jest zdecydowanie lepsze, blekit razi po oczach. Duza wilgotnosc powietrza i upaly siegajace 40 stopni. To doskwiera na tyle, ze trzeba w budzecie uwzglednic spore ilosci plynow. Dziennie nawet 10 butelek po 0.5l. Deszcz poki co zlapal nas jednie w Xi'an.
2009-07-18 08:57:02 Napisał: DaVe
Rano troche zaspalismy ale przewodnik bardziej. Wycieczka autobusem na jakis splyw lodkami z rur PCV - stylizowane na bambus ;) Za to z silnikiem. Moim zdaniem bylo extra. Widoki po raz kolejny!!! Niestety pojawil sie klopot. koncza sie karty pamieci do aparatow a przegrywanie ich na dysk jest dosc ryzykowne. Zobaczymy co dalej. w tej chwili mamy 3 dni 16 godzin 43 minuty 15 sekund do zacmienia a jestesmy troche ponad 1200km od lini zacmienia. co wiecej jak tylko wypiora sie nasze rzeczy jedziemy do Guilin na nocleg. Rano do Da Zhai na pola ryzowe. "Poranek" (czesc org imienia Ashley) nie moze w to uwierzyc. w glowie jej sie nie miesci ze przyjechalismy taki kawal zeby zobaczyc pola ryzowe albo ze podobaja nam sie gory ktore ona ma pod samym domem ;) Podobno wieksze. 20 lipca nasze drogi sie rozejda i my bedziemy uderzac na Shanghai... taki plan. czas leci. zostalo nam juz tylko 7 dni do wylotu... zaczolem odliczac :(
2009-07-17 17:47:25 Napisał: howx
Ludzie: byli ale malo, a przecie ich malo nie jest ;). Xi'an - juz napisalem. W innych miejscach jest znacznie lepiej. W Datong 1 taksowkarz nas oszukal jak bylo to wspomniane w ktoryms z wpisow. Ale ogolnie zle nie bylo. Im bardziej na poludnie tym, wydaje mi sie, ze sa bardziej nachalni. Poki co jeszcze mamy kiepska statystyke. Odwiedzilismy dopiero dwa miasta tutaj. Tych ktorym zalezy zeby obcokrajowcy jak my wyjechali stad zadowoleni da sie rozpoznac. Sa dopelnieniem zbioru cwaniactwa, ktore widac na twarzy (smiejcie sie jak chcecie ;)). Generalnie sa bardzo pomocni, jednak nie zawsze komunikatywni.
Transport lokalny: Taksowki. Zadne riksze. My myslelismy na poczatku, ze cos co wyglada bardziej obskornie bedzie tansze. No to sie pomylilismy ;). Taksowki w Pekinie sa za 2Y za km i to jest cena wysoka. W Datongu 1.2Y/km. W Pekinie nie trzeba sie obawiac oszustwa - raczej. Maja GPSy i zapewne na robienie kolek po miejscie z klientami w samochodzie nie moga sobie pozwolic. Zapewne dlatego jak dalismy 3Y napiwku to smtny pan zamienil sie w dziecko z ADHD i otwieral nam drzwi i wyjmowal bagarze :). Riksza - ok, jak ktos sie umie targowac. Z supportem w Piniao (pisownia raczej zla ;)) jechalismy riksza za 4Y po malym miescie w poszukiwaniu hotelu... czekali na nas itp. Ale to byl ewenement. W Pekinie z targowaniem 50Y za moze 4km.
Krzyk: jak juz ktos Wam podpanie zupelnie to po prostu krzyk pomaga, oni najwyrazniej tego sie boja bo to cos co raczej tu niewsytepuje. Poki co zawsze dziala.
Brak planu: nie jest to problemem. Co rusz ktos cos oferuje. To nocleg to wycieczke. Wystarczy sie zatrzymac a plan utworzy sie w ciagu 5 minut nawet na pare dni. Tak bylo z np. jaskiniami w Datongu. Nie bylo czasu na zalatwianie, ale po wyjsciu z pociagu mniej wiecej 3 minuty mielismy wszystko zalatwione :).
CDN
2009-07-17 17:28:56 Napisał: howx
Dawid jest specjalista od opisywania tego co sie dzieje wiec jak robi to
dobrze to niech tak zostanie. Ja sie wezme za opisanie spostrzezen ktore
moga sie przydac uczestnikom kolejnych wypraw.
Miejsca do spania: zaskakujaco tanie. Jest ich cala masa w kazdym miejscu.
Sprobowalismy juz chyba wszystkiego, poczawszy od mieszkan prywatnych do
hoteli ****. Klimatyzacja jest wszedzie. Jednak jesli ktos chce sie wyspac w dobrych warunkach to niech liczy sie z hotelami co najmniej ***. Reszta nie jest zla jesli chodzi o posciel i wyposazenie lazienek. Jednak to co przeszkadza to fakt, ze lazienki w gorszych miejscach sa brudne lub b.
brudne. Cena za osobe w hotelu **** to okolo 60 zl. Niestety nie ma reguly w
standardach jezykowych. Znajomosc angielskiego jest tu zupelnie losowa. Byl hotel ** gdzie mozna bylo pojedynczymi slowami dogadac sie po angielsku ale byl tez **** gdzie ani be ani me.
Skoro tak to nastepny punkt to jezyk: wiec tu wyglada sprawa tak: im bardziej turystyczna miejscowosc o ktorej trabia w kazdym przewodniku tym lepiej w tych kwestiach. Np. W okolicach Guilin dogadac sie po angielsku nie jest trudno. Niestety, zdarzaja sie przypadki gdzie ktos mowi calkiem niezle jednak mowi z takim akcentem ze b. ciezko go zrozumiec.
Numer 114: to takie touristic emergancy. Mozna zarezerwowac np. hotel czy wycieczke lub mozna porozmawiac co warto w danym regionie zobaczyc. Numer dziala ponoc wszedzie, jednak nie zawsze mowia tam po angielsku.
Ludzie: Zawiedziony jestem Xi'an. Ludzie tam nastawieni sa tylko na wyzysk i nie zalezy im na tym co kto o nich mysli. Arogancja w pigulce, nic wiecej.
Transport globalny: pociagi, samoloty, autobusy - tego probowalismy. Pociagi nie jezdza z zawrotnymi predkosciami a odleglosci nie sa male. Czesto tereny gorzyste wykluczaja szybki transport szynowy. Np. Beijing - Datong, okolo 250 km pociagiem - jakos 7h. Wazna sprawa to bilety. Chinczycy to bardzo
mobilny narod. Pociagi sa dlugie ale miejsca w nich i tak brak. Zdarza sie, ze juz 10 dni przed odjazdem pociagu miejsc nie ma. Kilka godzin przed odjazdem jest niemal pewne, ze dostaniemy tylko stojace miejsca gdzie chlodno nie jest i zbyt czysto tez nie i zeby bylo tego malo, trzeba co rusz zsuwac sie bo kursuja rozne wozki z jedzeniem itp. Jest opcja zmiany biletu na wyzszy standard w pociagu - o ile sa miejsca, ale to wyzsza szkola jazdy, bez supportu kogos obrotnego z dobrym chinskim - awykonalne.
2009-07-17 16:47:49 Napisał: DaVe
Juz dokladnie nie pamietam co robilismy w Guilin. Jakies zakupy i przeskok do Yangshuo. Miasto turystyczne. Z hotelu wychodzi po nas jakis gosc na rowerze. Wiiiiiiiidddddoooookkkkkiiiii !!!! Gory zaslaniaja pol nieba. wydaje sie ze to ogromne giganty ale tak naprwade sa bardzo blisko. Logujemy sie w hotelu i dalej na miasto. Dla mnie to niestety zwykle krupowki .... ale za to probuje wszystkich owocow jakie tylko znajde. Probujemy Lotosu , chyba 3 odmian liczi , jakies smocze oczy itd. niektorych nazw po prostu nawet Ashley nie jest w stanie przetlumaczyc na ang. Dla mnie najlepszy byl owoc o smaku multiwitaminy ;) Niestety nie jest to jedzenie dla niecierpliwych. Wieczorem glownym wydarzeniem jest kolacja. Slimaki , cos co Ashley nazywala krewetki PYCHA !!! a moim zdaniem to byly raki, jakies ryby ;) trawa z grzybami (baaardzo dobre) . I cos na ksztalt slodkiej kapusty z chili . dodatkowo na patykach z grila jedlismy jakies osmiornice , male ryby , wolowine , wieprzowine i kurczaka... Ale ktore bylo ktore ....
Samo jedzenie bardzo dobre ale jak poszlismy sobie do kuchni umyc rece to na podlodze mozna sie bylo poslizgnac nawet 30m . Juz sie przyzwyczailem do tych widokow ;)
Na rano mamy juz ustawionego przewodnika ktory zabiera nas na rowerowa wycieczke po okolicy . Jeszcze zanim wyjezdzamy z miasta jemy na ulicy jakas zupe. kazdy sobie kompnuje jej sklad . wspolny mianownik to tylko makaron i taki szaro metny wywar z okami tluszczu.Ciekaowstka byl garnek w ktorym w cieplej wodzie odkazaly sie uzywane paleczki ;)
Widoki sa tutaj obledne i najlepiej jest jezdzic rowerem. co ciekawe nie jest goraco dopuki sie jedzie. jak juz trzeba sie zatrzymac to momentalnie organizm wypuszcza z siebie ok 2l wody przez skore.
W pewnym momencie przesiadamy sie na bambusowe tratwy i przez 90 min podziwiamy okolice z poziomu rzeki. Dla mnie rewelacja!!! Po 90 min wysiadamy spory kawalek dalej ale rowery i przewodnik juz na nas czekaja. Dalej jakies jaskinie , ogrody z motylami itd. wracamy o 17. ja po prostu odpadam . po 50 min naprawde ciezkiego snu idziemy na jeden z bardziej znanych spektakli w Chinach.Poczatkowo jakos bez entuzjazmu ale po wyjscu uwazam ze byl naprwade warty zobaczenia!! Spektakl sie odbywa na jeziorze , Mysle ze z 300 aktorow bierze w tym udzial. Poniewaz jest juz po zmroku muzyka polaczona z swiatlem robi gigantyczne wrazenie. Zwlaszcza gdy z dwoch brzegow rzeki nawoluja sie grupy po 50-60 osob i kazda z pochodnia. Sceneria idealna. przed nami jezioro. za Jeziorem dla potrzeb spektaklu oswietlonych chyba 10 gor!! ( bardzo przyjemne tlo :) a nad tym wszystkim czyste niebo i gwiazdy !!
Po spektalku kafejka gdzie wlasnie jestem. Jutro cd atrakcji . i przeskok do guilin . a dalej na pola ryzowe !!!
Nakrecilismy dzis telefonem pare filmikow z jazdy ale sa tak glupawe ze nawet sami nie jestesmy w stanie ich ogladac w calosci ;)
0 komentarzy | Skomentuj